Ireneusz Mroczkowski

Ostatni nieszpór

04.07.2020 | 12:24
O tym, że   wiara ludu jest  mądrzejsza od niektórych liturgistów świadczy ostatni nieszpór, a ściśle mówiąc   błogosławienie wianków w oktawę  uroczystości Bożego Ciała. Co mądrzejsi  proboszczowie nie tłumaczą się tym, że  już Pius XII zostawił tylko dwie Oktawy w  naszej liturgii – Bożego Narodzenia i Wielkanocy, że po Soborze Watykańskim II nie ma obowiązku święcenia wianków. Gorliwie organizują procesje przez całą Oktawę Bożego Ciała, a na jej zakończenie,  właśnie w ostatni nieszpór,  święcą pachnące  wianki.  

Z  dzieciństwa pamiętam  wypełniony takim zapachem  kościół w Różanie, dla mnie wtedy monumentalny. W ostatni nieszpór zapach macierzanki, rozchodnika, mięty i  rumianku mieszał się  z zapachem kadzidła, którego dym  unosił się hen pod gotyckie sklepienie świątyni, a  wszystko w takt dzwonków ministranckich, wyznaczających  rytm procesji i  tęsknych śpiewów pobożnego ludu nad Narwią.

Zygmunt Gloger w 1908 r. pisał, że  w Polsce  wianki   wito z nawrotka, kopytniku, rosiczki,  ruty, stokroci i barwinku. Służył do tego również lubczyk, kopelnik, targownik i dzwonki, w Krakowskiem bobownik i niezapominajki, w Wielkopolsce gałązki lipy i jabłecznik. Niestety,  większości tych ziół bym  nie rozpoznał, ale  zapachy  macierzanki, rozchodnika, mięty czy rumianku   budzą we mnie takie pokłady wspomnień jak – nie przymierzając -  słynne magdalenki  Marcela Prousta  „W poszukiwaniu  straconego czasu”.  

O tym, że  niemały areał mojej pamięci ukryty jest w   zapachu macierzanki, przekonałem się w tegoroczny ostatni nieszpór  na ulicy Królewieckiej w Płocku, w  samo południe, kiedy poszedłem kupić gazety do  jednego z ostatnich  kiosków ruchu, jaki można jeszcze znaleźć  na płockich ulicach.  Obok kiosku  kobiety sprzedają na chodniku wszystkie możliwe owoce  i warzywa, naprzeciw  znajduje się mnóstwo sklepów, w tym jeden z rybami.  Jakież było moje zdumienie, gdy nagle  w  banalnych zapachach  ulicy  poczułem  zapach macierzanki i  mięty. Natychmiast przypomniał mi się wianek mojej mamy,  usłyszałem muzykę  z różańskiego kościoła.  

Z drugiej strony kiosku siedziała na małym  stołeczku pani, która sprzedawała plecione  na oczach ludzi wianki. Rozłożone obok zioła pachniały tak,  że banalny skrawek ulicy stawał się przestrzenią czystą,  powiedziałbym na swój sposób wzniosłą. Dla takiej  przestrzeni  coraz więcej ludzi  buduje domy pod Płockiem, szuka miejsca na   łonie  natury. Z tęsknoty  za taką  przestrzenią  coraz  więcej ludzi  angażuje się  w obronę klimatu, czystego powietrza,  natury.

Za parę  groszy kupiłem   pachnący wianek, przyniosłem do domu, powiesiłem tuż przy drzwiach, aby codziennie mięć okazję do  wdzięczności Panu Bogu za dary, które od Niego otrzymujemy, m.in. za kwiaty i zioła. Przez  błogosławieństwo tych wianków, a także  obrzęd  błogosławieństwa pól   w wielu  wiejskich parafiach,  prosimy Boga,  by swoją opieką otaczał nasze pola, łąki, lasy, strzegł  przed zniszczeniem. Jest to także okazja do dziękczynienia Panu Bogu  za  wysłuchanie – choćby w tym roku - wielu próśb związanych z pogodą. Pamiętacie, jak  trzy miesiące  temu groziła  Polsce  susza, jak  wielu katolików modliło się o deszcz, choć  byli i tacy, którzy się  z tego śmieli.

Przy okazji warto zadumać się nad mądrością Kościoła, który w bogactwie  liturgii  zawarł nie tylko pamięć o łąkach, kwiatach i ziołach, ale ciągle przywraca ich doświadczenie przyrodzone i  nadprzyrodzone.  Zieleń wonnych ziół, które mają moc leczniczą, jest symbolem życia. Z  drugiej strony źródłem życia wiecznego jest Najświętszy Sakrament, komunia, zjednoczenie z Dawcą Życia. Uzewnętrznieniem  tej wiary jest wianek. Mamy nadzieję, że  kiedyś  sam Chrystus wręczy nam – według nauki św. Pawła – „niewiędnący wieniec chwały”.

Pielęgnujmy więc w  naszych kościołach taką  ekologię. Jest w niej ukryta nie tylko pamięć o naszych ogrodach z  dzieciństwa, nie  tylko imperatyw  troski o naturę jako  dzieło Boga. W małej magdalence, w  zapachu macierzanki, mięty i  skoszonej  łąki  jest moc, która łączy przeszłość  z teraźniejszością, kruchość istnienia wzmacnia wspomnieniem pełnym  nadziei. Pewnie o  tym myślała też M.   Konopnicka,  pisząc  o ocalającym wspomnieniu rodzinnego domu: „Kochasz ty dom, rodzinny dom,/ co w letnią noc, skroś srebrnej mgły,/ Szumem swych lip  wtórzy twym snom,/ A ciszą swą koi twe łzy?/ (…) Kochasz ty dom, rzeźwiącą  woń/ Skoszonych traw i płowych zbóż,/ Wilgotnych olch i dzikich róż,/Co głogom kwiat wplatają  w skroń?” [M. Konopnicka, Pieśń o domu].

Autor bloga
Ireneusz Mroczkowski
Napisz wiadomość

Jest przewodniczącym Rady Społecznej przy Biskupie Płockim . Kapelan Ojca Świętego (prałat).

Profesor WSD w Płocku i PWSZ w Ciechanowie. Ceniony moralista.

Wcześniejsze wpisy
Archiwum bloga
  • Ireneusz Mroczkowski
Zapisz

Ta strona używa COOKIES. Z pomocą cookies zbieramy dane jedynie w celach statystycznych. Możesz usunąć pliki cookies z dysku twardego a także zablokować ich zapisywanie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

x