Campo Bosco – festiwal wspólnoty

W Czerwińsku nad Wisłą latem dzieje się coś niezwykłego. Przez kilka dni przyklasztorne ogrody zamieniają się w miasteczko młodych – pełne muzyki, rozmów, modlitwy i śmiechu. To zasługa Campo Bosco - festiwalu, który od ponad 30 lat przyciąga młodzież z całej Polski. I choć brzmi to jak reklama z plakatu, rzeczywistość jest jeszcze bardziej kolorowa.

Campobosco2025

/foto: profil Facebookowy "Campo Bosco"/

Tu naprawdę widać, że Kościół jest wspólnotą. Nie dlatego, że ktoś to hasło wymyślił na Synod, ale dlatego, że w Czerwińsku można spotkać ludzi, którzy właśnie słowo „wspólnota” odmieniają przez wszystkie przypadki. Martyna z Poznania mówi prosto: „Dobrze być we wspólnocie. To daje siłę”. Zosia, z Wrocławia dodaje: „U nas w oratorium mamy adorację i śpiew, ale tutaj jest coś więcej – spotkanie z rówieśnikami z całej Polski”.

Tegoroczne Campo było historyczne. Po raz pierwszy spotkali się młodzi i duszpasterze z sześciu polskich inspektorii salezjańskich. – „To znaczy, że cała Polska jest tutaj. Że młodzież Kościoła salezjańskiego naprawdę się spotyka z Bogiem i z drugim człowiekiem” – mówił ks. Łukasz Dumiński, organizator. Hasło? „Misja nadzieja”. Trochę jubileuszowe, bo właśnie mija 150 lat od pierwszej wyprawy misyjnej ks. Bosko – ale jeszcze bardziej aktualne: bo kto, jak nie młodzi, mają dziś mówić światu o nadziei?

Od czwartku do niedzieli (21-24 sierpnia) w Czerwińsku było wszystko: koncerty, warsztaty, świadectwa. Był Rafał Porzeziński, dziennikarz, który nie bał się mówić, że „Człowiek jest kochany, zdolny do rozwoju i poszukuje szczęścia. Ale zamiast podróbek, musi wybierać życie naprawdę”. Były też nowinki – choćby stoisko z okularami VR, przy którym młodzież z płockiej „Studni” pokazywała, że ewangelizacja może mieć różne formy.

I była zwykła, a jednak niezwykła radość bycia razem. To, co wracało w każdej z rozmów: wspólnota. Bo jak mówiła s. Elżbieta, salezjanka z Wrocławia: „Na Campo przyjeżdża się nie z obowiązku, ale z potrzeby serca. Młodzi uczą nas miłości i pokazują, że trzeba za nimi nadążać, żeby ich zrozumieć”.

Ktoś powie: cztery dni festiwalu, muzyka, konferencje, spotkania – i co dalej? Ale może właśnie to „dalej” jest najważniejsze. Campo kończy się zawsze u progu nowego roku szkolnego. To taki duchowy prolog. Bagaż, z którym młodzi wracają do swoich miejscowości, szkół, oratoriów. A zanim powiemy, że Kościół w Polsce „słabnie” – wystarczy przyjechać do Czerwińska, do Matki Bożej Pocieszenia. Zobaczyć, posłuchać, poczuć.

Campo Bosco to nie tylko festiwal – to wizytówka i kwintesencja salezjańskiej duchowej szkoły życia.

Ilona Krawczyk-Krajczyńska