W Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku uroczyście przeżywano Niedzielę Miłosierdzia – święto, które właśnie tutaj ma swoje szczególne korzenie. To w tym miejscu, w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, 22 lutego 1931 roku Pan Jezus objawił się św. Faustynie, prosząc nie tylko o namalowanie swojego miłosiernego wizerunku, ale także o ustanowienie tego święta.
Do słów Jezusa wypowiedzianych tamtego wieczoru nawiązał ks. Jarosław Kwiatkowski, rektor sanktuarium. – Święta zwykle rodzą się ze wspomnienia, a to zrodziło się z pragnienia: „Ja pragnę, aby było święto miłosierdzia” (por. Dz. 49). Te słowa padły właśnie tutaj. Tu jest kolebka obrazu „Jezu, ufam Tobie”, ale także źródło pragnienia Jezusa, aby Kościół obchodził to święto – podkreślił.
Eucharystii przewodniczył bp Adam Bab z Lublina, który na początku homilii zwrócił uwagę na wyjątkowość tego miejsca. – Jest wielką łaską przeżywać to święto właśnie tutaj, gdzie św. Faustyna doświadczyła obecności Jezusa i przekazała światu orędzie o Jego miłosierdziu – mówił. Przypomniał, że dzięki św. Faustynie obraz Jezusa Miłosiernego stał się rozpoznawalny na całym świecie. Centralnym motywem homilii były jednak rany Chrystusa, obecne zarówno w Ewangelii o św. Tomaszu, jak i na obrazie Jezusa Miłosiernego. – Jezus chce być rozpoznany po ranach. Nie po twarzy, nie po zewnętrznych znakach, ale właśnie po nich – podkreślił.
Jak wyjaśniał, rany te potwierdzają, że Zmartwychwstały jest tym samym Jezusem, który został ukrzyżowany, ale ich znaczenie sięga znacznie głębiej. – To nie są tylko ślady cierpienia. To znaki miłości, która przeszła przez śmierć i pozostała. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” – przypomniał. Biskup zaznaczył, że właśnie przez te rany człowiek może odnaleźć nadzieję, nawet po doświadczeniu grzechu i słabości. Odwołując się do historii św. Piotra, pokazał, że spotkanie ze Zmartwychwstałym nie jest wyrzutem, ale początkiem nowego życia. – Piotr, który zawiódł, odkrywa, że nie musi opierać swojego życia na własnej doskonałości. Jego siłą staje się miłosierdzie – mówił. Podkreślił, że bez tego doświadczenia człowiek pozostaje zamknięty w poczuciu winy. – Możemy żałować i rozumieć swój grzech, ale dopiero miłosierdzie pozwala naprawdę żyć. Ono przywraca godność i daje nowy początek – zaznaczył.
W homilii wybrzmiała także myśl, że miłosierdzie nie jest czymś okazjonalnym, lecz podtrzymuje życie człowieka. – To nie dodatek do życia wiary, ale jego fundament. Jak kroplówka, dzięki której żyjemy – powinniśmy z niego czerpać codziennie – powiedział obrazowo. Zwrócił również uwagę, że rany Chrystusa uczą nie tylko przyjmowania miłości, ale także jej przekazywania. – Jesteśmy obdarowani i powołani, by nie tylko czerpać z miłosierdzia, ale je dalej nieść. By nasze własne rany – doświadczenia trudne i bolesne – z Bożą pomocą stawały się miejscem dobra – podkreślił.
Do tej myśli nawiązał także bp Szymon Stułkowski, który koncelebrował sumę odpustową. – „Uradowali się, ujrzawszy Pana” – przypomniał, wskazując, że doświadczenie uczniów staje się także doświadczeniem Kościoła. – Przekazujmy dalej to, co sami otrzymujemy. Nie zatrzymujmy spotkania z Miłosiernym dla siebie. Jesteśmy posłani jako uczniowie i misjonarze – mówił.
Przygotowaniem do uroczystości była nowenna trwająca od Wielkiego Piątku. W przeddzień święta odbył się pierwszy Bieg Pojednania i Miłosierdzia. Uczestnicy mogli wybrać marsz lub bieg przez Skarpę Wiślaną, łącząc modlitwę z aktywnością i wspólnotowym przeżywaniem czasu przygotowania. – Nie proście o mało, proście o wiele! – przypomniała na zakończenie słowa z „Dzienniczka” s. Ancilla Zalewska, kustosz płockiego sanktuarium. - Korzystajmy ze zdrojów Bożego miłosierdzia – zachęcała pielgrzymów.
Ilona Krawczyk-Krajczyńska