W trzydziestą rocznicę śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Pierwszy raz minąłem się z ks. Jerzym Popiełuszko w 1968 r., kiedy rozpoczynałem klerycką służbę wojskową w Bartoszycach. W szarym bloku, ostatnim bodaj w szeregu zabudowań dawnego pułku czołgów, mieścił się nasz 54 Szkolny Batalion Ratownictwa Terenowego. Dopiero po latach dowiedziałem się, że na tych samych korytarzach stawał do wieczornego apelu obywatel szeregowy Popiełuszko; słyszał te same docinki na temat różańca, który trzeba było wyjąć z kieszeni i wyjaśniać złośliwie dociekliwemu kapralowi, do czego służy on w wojsku.

Pierwszy raz minąłem się z ks. Jerzym Popiełuszko w 1968 r., kiedy rozpoczynałem klerycką służbę wojskową w Bartoszycach. W szarym bloku, ostatnim bodaj w szeregu zabudowań dawnego pułku czołgów, mieścił się nasz 54 Szkolny Batalion Ratownictwa Terenowego. Dopiero po latach dowiedziałem się, że na tych samych korytarzach stawał do wieczornego apelu obywatel szeregowy Popiełuszko; słyszał te same docinki na temat różańca, który trzeba było wyjąć z kieszeni i wyjaśniać złośliwie dociekliwemu kapralowi, do czego służy on w wojsku.

Te same musztry, szkolenia polityczne, ćwiczenia na poligonach, ten sam zapach żołnierskiej grochówki na stołówce. Niezapomniana Babcia, u której żołnierze klerycy spotykali się na przepustkach, wigilie wojskowe, nie mówiąc o modlitwach porannych i niedzielnych mszach odczytywanych z modlitewnika, kiedy nie można było wyjść na przepustkę. No i te szkolenia polityczne, łącznie z Wojskowym Kursem Marksizmu Leninizmu, który miał nas nauczyć miłości do socjalistycznej ojczyzny.

Z przeszło trzystu kleryków - żołnierzy, których spotkałem wtedy w Bartoszycach, na każdego pewnie inaczej wpłynęły przeżycia wojskowe. Nie wszyscy wrócili do seminariów, inni przenieśli opór wobec władz wojskowych w seminaryjne struktury. Wielu poszło w kapłaństwo jak na poligon, gdzie trzeba wykonać zadanie, niezależnie od pogody czy samopoczucia. O kapłańskiej drodze bartoszyckiego Kolegi usłyszałem po raz pierwszy podczas studiów w Rzymie, dokąd po 1980 r. przyjeżdżali biskupi polscy, opowiadając o tym, co dzieje się w Kościele na Żoliborzu. Były to jednak dwa różne światy - nasz rzymski, skoncentrowany na studiach, i ten żoliborski, że Mszami za ojczyznę, ciągłą inwigilacją, zagrożeniem życia, brutalnie zrealizowanym 19 października 1984 r. Rozminąłem się z księdzem Jerzym po raz drugi.

Pierwsze realne spotkanie nastąpiło podczas Jego pogrzebu. W 1984 r. w wakacje wróciłem ze studiów, pogrzeb ks. Jerzego był nie tylko spotkaniem ze słynnym Kolegą z Bartoszyc, ale stał się najważniejszą lekcją mojego kapłaństwa. Na tym pogrzebie nadrobiłem lekcje z polskiej katolickiej nauki społecznej, zrozumiałem cenę solidarnościowej etyki non violence, tak chrześcijańskiej, że już bardziej nie można. Stojąc w tłumie żegnających ks. Jerzego, prosiłem Boga, abym nigdy więcej nie rozminął się z Jego rozumieniem kapłaństwa, posłuszeństwa, wierności ludziom, których Bóg stawia na kapłańskiej drodze.

Zanim jeszcze ogłoszono Go błogosławionym, zaczęliśmy z Płockim Klubem Inteligencji Katolickiej jeździć w rocznicę śmierci na tamę we Włocławku. Zwykle po wieczornej Mszy św. stawaliśmy nad Wisłą, w miejscu, gdzie jeszcze było słychać plusk wody po uderzeniu worka z ciałem Brata -Kapłana. Nasze zdrowaśki tonęły w szumie spiętrzonej wody, a zimny październikowy wiatr unosił pobożne śpiewy ku krzyżowi stojącemu kilkaset metrów dalej. Cieszę się, że płocki KIK kontynuuje te wyjazdy.

Po trzydziestu latach od śmierci wielu pyta, co robiłby ksiądz Jerzy dzisiaj, jakie media wspierał, jaki model relacji między państwem i Kościołem preferował? Nie chcąc rozminąć się po raz kolejny z Błogosławionym Bratem Kapłanem, każdy dzień zaczynam od modlitwy, wydrukowanej na obrazku, który noszę w brewiarzu: Boże, źródło wszelkiego dobra, dziękuję Ci, że w swojej miłości obdarzyłeś błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę godnością kapłaństwa. Posłałeś go, aby gorliwie głosił Twoje słowo, szafował świętymi sakramentami, mężnie działał w Twoje imię i zawsze był blisko każdego człowieka, wzywając do przebaczenia, jedności i pokoju.

19. 10. 2014. 

Zgodnie z art. 8 ust. 1 Dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim wydanym przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r. (dalej: Dekret) informuję, że:

  1. Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Płocka z siedzibą przy ul. Tumskiej 3 w Płocku, reprezentowana przez Biskupa Płockiego;
  2. Inspektor ochrony danych w Diecezji Płockiej, tel. 24 262 26 40, e-mail: inspektor@diecezjaplocka.pl;
  3. Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu zapewnienia bezpieczeństwa usług, celu informacyjnym oraz pomiarów statystycznych;
  4. Przetwarzanie danych jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią, z wyjątkiem sytuacji, w których nadrzędny charakter wobec tych interesów mają interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą, wymagające ochrony danych osobowych, w szczególności, gdy osoba, której dane dotyczą, jest dzieckiem;
  5. Odbiorcą Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Płocka oraz Redaktor Strony.
  6. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane do publicznej kościelnej osoby prawnej mającej siedzibę poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  7. Pani/Pana dane osobowe z uwagi na nasz uzasadniony interes będziemy przetwarzać do czasu ewentualnego zgłoszenia przez Pana/Panią skutecznego sprzeciwu;
  8. Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania zgodnie z Dekretem;
  9. Ma Pani/Pan prawo wniesienia skargi do Kościelnego Inspektora Ochrony Danych (adres: Skwer kard. Stefana Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa, e-mail: kiod@episkopat.pl), gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy Dekretu;
  10. Przetwarzanie odbywa się w sposób zautomatyzowany, ale dane nie będą profilowane.

 


Opuść stronę